BLOG SECTION

koniec Rzeczypospolitej

READ MORE

Rosja i Austria zawarły 3 stycznia 1795 r. w Petersburgu konwencję rozbiorową i tajne porozumienie, określające ostateczny podział I Rzeczypospolitej pomiędzy trzy państwa zaborcze. Polska zniknęła z mapy Europy. Dokonane przez Rosję, Austrię i Prusy rozgrabienie Rzeczypospolitej było niezgodne z prawem międzynarodowym oraz paktami i umowami podpisanymi przez te państwa z Królestwem Polskim.

Upadek I Rzeczypospolitej sprawił, iż podzielone ziemie polskie znalazły się pod panowaniem trzech państw ościennych. Tajne porozumienie zawarte przez Rosję i Austrię przy okazji podpisania konwencji rozbiorowej w styczniu 1795 r. gwarantowało ostateczne uznanie przez cesarza Austrii Franciszka II rozbioru z 1793 r., dokonanego bez jego udziału.

7 stycznia 1795 r. Rosjanie wywożą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego do Grodna, gdzie znajdzie się pod „opieką” wielkorządcy Litwy, Mikołaja Repnina.

Po trwających kilka miesięcy pertraktacjach wyznaczających linie podziału, 24 października 1795 r. do konwencji przystąpiły uwzględniane już wcześniej Prusy.

W wyniku trzeciego rozbioru Rzeczypospolitej Austria zajęła Kraków oraz ziemie pomiędzy Pilicą, Wisłą i Bugiem po linię Karczew-Serock na wschód od Warszawy, czyli resztę województw: krakowskiego, sandomierskiego, bełskiego, województwo lubelskie i niewielkie części Podlasia i Mazowsza.

W sumie było to 47,1 tys. km2, zamieszkałych przez około 1,5 mln ludzi. Z ziem tych utworzono w 1796 r. nową prowincję austriacką: Galicję Zachodnią.

Rosja otrzymała resztę ziem litewskich, białoruskich i ukraińskich po Niemen i Bug, czyli pozostałe części województw: wileńskiego, nowogródzkiego i brzesko-litewskiego, ziemi wołyńskiej i chełmskiej oraz Żmudź. Teren ten, zajmujący około 120 tys. km2 powierzchni, był zamieszkały przez niemal 1,2 mln ludzi.

Pod panowanie pruskie dostało się 1 mln mieszkańców i 48 tys. km2, tj. Mazowsze aż po Niemen (z Warszawą) i zachodnie krańce Rzeczypospolitej. Wschodnia granica państwa pruskiego przebiegała na rzekach: Pilicy, środkowej Wiśle, dolnym Bugu i środkowym Niemnie. W 1793 i 1795 r. do państwa Hohenzollernów przyłączono dawne województwa: poznańskie, gnieźnieńskie, kaliskie, sieradzkie (z ziemią wieluńską), rawskie, łęczyckie, brzesko-kujawskie, resztę inowrocławskiego i leżącą na lewym brzegu Wisły część województwa mazowieckiego.

W państwie pruskim ziemie te utworzyły nową prowincję: Prusy Południowe, podzielone administracyjnie na trzy departamenty kamer z siedzibami w Poznaniu, Kaliszu i Warszawie. Z północnej części Mazowsza, Podlasia i części ziem litewskich powstała po 1795 r. inna nowa prowincja: Prusy Nowowschodnie. Przyłączony do Śląska niewielki skrawek województwa krakowskiego nazwano Nowym Śląskiem.

 

 

 

Zwycięstwo pod Kircholmem

READ MORE

27 września 1605 roku, pod Kircholmem, czyli niedaleko Rygi, armia pod dowództwem Jana Karola Chodkiewicza, rozbiła w puch liczniejsze wojsko szwedzkie. Co do tego zgadzają się wszyscy historycy. Reszta jest już sporna. W źródłach i opracowaniach padają różne wielkości. Armię szwedzką szacuje się w nich zwykle na od 10 tys. do 14 tys. żołnierzy. Armia Chodkiewicza miała mieć od ponad 3 tys. do prawie 4 tys. ludzi.

najbardziej prawdopodobne następujące wielkości dla armii szwedzkiej:

– od 8268 do 9138 pieszych w 50 chorągwiach
– od 2500 do 2697 kawalerzystów w 21 chorągwiach

Czyli łącznie od 10 868 do 11 835 żołnierzy.

Liczebność armii Chodkiewicza chyba najbardziej kompetentnie oszacował on sam, pisząc trzy dni po bitwie do króla Zygmunta III Wazy, że dysponował w niej około 3700 żołnierzami.  Wojska Chodkiewicza rozbiły pod Kircholmem obóz przygotowując się do walki. Na polu bitwy znalazło się ponad 2 tys. kawalerzystów polskich i litewskich (najpewniej około 2,3-2,4 tys). Nie wliczam do szacunków kawalerzystów kurlandzkich, którzy przybyli tuż przed bitwą sami, czyli bez wozów i ciurów. Dlatego moim zdaniem liczebność luźnej czeladzi należałoby oszacować na mniej więcej 5 tys. Co wraz z żołnierzami daje około 9 tys. uzbrojonych i zdolnych do walki ludzi. Czeladź obozowa w ogóle nie brała udziału w walkach pod Kircholmem, dlatego nie można jej liczyć. W innych bitwach udział czeladzi się zdarzał, ale w sumie rzadko. Czeladź brała udział co najwyżej w obronie swojego obozu (w razie klęski) lub odwrotnie – w rabowaniu obozu przeciwnika (w razie zwycięstwa). Czeladź nie stanowiła żadnej jednostki bojowej, czyli nie dało się nią kierować, jako zwartą masą ludzi. Ci pachołkowie (zwani „ciurami obozowymi”) byli niekarni i uzbrojeni w byle co, gdyż nie stanowili wojska, a jedynie służbę szlachecką. Analizując każdą bitwę wszyscy historycy na świecie (z wyjątkiem dr Sikory) biorą pod uwagę tylko żołnierzy, którzy wzięli udział w walce. Niestety, dr Sikora jest wizjonerem i nowatorem – w następnym felietonie policzy całą ludność Rzeczypospolitej jako walczącą we wszystkich bitwach… „Czeladź obozowa w ogóle nie brała udziału w walkach pod Kircholmem, dlatego nie można jej liczyć.” Ciekawe, że prof. Wisner ma inne zdanie. Czeladź brała udział w wyrzynaniu uciekających żołnierzy przeciwnika. A poza tym była w obozie, którego by w razie czego broniła. „Czeladź nie stanowiła żadnej jednostki bojowej, czyli nie dało się nią kierować, jako zwartą masą ludzi.” Znów błądzisz. Czeladź walczyła jako zorganizowane chorągwie. Wystarczy poczytać Paska i jego opis bitwy nad rzeką Basią. Skoro wszyscy historycy na świecie, analizując wszystkie bitwy, biorą pod uwagę tylko żołnierzy, to jakim cudem tłumaczą fakt zdobycia Warszawy przez czeladź w 1656 roku? No jak? Ano tak, że piszą iż zdobyła go właśnie czeladź. Odsyłam do książek i artykułów Nagielskiego, Herbsta, Majewskiego… Natarcie ŁAWĄ (jak chodzi o husarię) nie było nigdy stosowane. Komenda ŁAWĄ! padała, kiedy przychodziło do pościgu czy wyłapywania rozbitków. Skuteczność husarii pochodziła od impetu uderzenia w szyku trójkowym! Rząd trójek przebijał szyk piechoty, po drodze zabijając TROCHĘ wrogów. Po przebiciu nie hamowano od razu pędu – zawracano w porządnym szyku po stajaniu lub dwóch. Atakowana piechota musiała się odwrócić, więc jej tylne szeregi nagle stawały się narażonymi na pierwsze uderzenie husarii, Narastało przerażenie i chęć umknięcia w bok przed tak wąskim pasem nacierających, Z czasem fama działała mniej skutecznie i husaria musiała nawracać aż 14 razy! Po rozproszeniu piechoty ŁAWA dokonywała reszty – przeważnie brała w jeństwo spanikowanych piechurów. Przekonanie o ŁAWIE pochodziło od malarzy – trudniej było namalować pas jazdy w trójkach niż fragment bezpośredniej styczności wojowników. „Zasługi” dla ŁAWY miał Szymon Kobyliński. Warto dodać, że „ćwiczenie” husarzy pozwalało im trafić sztychem (czyli pchnięciem) w otwór montażowy pancerza wroga na pępku. Koncerz był długi a wąski, a czub miał jeszcze węższy

ucieczka z Jasyru

READ MORE

Między XV a XVII wiekiem, Turcy i  Tatarzy krymscy uprowadzili z terenów Europy około 2 mln ludzi. Znaczną część jasyru stanowili mieszkańcy Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Większość wziętych w jasyr umierała w cierpieniu, z dala od rodzinnych stron i bliskich. Łupieżcze wyprawy muzułmańskich Turków i Tatarów budziły powszechny strach i odrazę w niemal wszystkich krajach chrześcijańskiej Europy.  W 1620 roku stosunki między Rzeczpospolitą  a tureckim mocarstwem ponownie były tak złe, że nie dało się uniknąć rozlewu krwi. Przewidując atak Osmanów, Polacy odświeżyli stworzone przez Zamoyskiego okopy i niecierpliwie szykowali się na nadejście wroga. Tym razem jednak czekała ich pod Cecorą sromotna klęska. Tatarsko-turecka armia okazała się zdecydowanie większa, niż zakładano, a do tego była lepiej zarządzana niż w poprzednim starciu. Po kilkunastu dniach bilans walk przedstawiał się tragicznie: chociaż polscy rycerze zabili około czterech tysięcy muzułmanów, w czasie odwrotu stracili najważniejszych dowódców (w tym 73-letniego hetmana Stanisława Żółkiewskiego; jego uciętą głowę podarowano potem nastoletniemu sułtanowi Osmanowi II), a setki żołnierzy dostały się do tureckiej niewoli, jasyru. Jednym z nich był Marek Jakimowski. W chwili pojmania był najprawdopodobniej młodym, silnym mężczyzną, gdyż Turcy od razu wysłali go na galery. Turcy chcieli stanowić potęgę zarówno na lądzie, jak i na morzu, więc intensywnie rozbudowywali w tym czasie swoją flotę. Odsprzedawany od jednego właściciela do drugiego, Jakimowski stał się ostatecznie własnością Kassymbekka, tureckiego urzędnika z Aleksandrii, gubernatora Damiaty oraz Rossetu.

 

 

Późną jesienią 1627 roku łodzie Kassymbeka wypłynęły ze Stambułu, skąd miały eskortować do Egiptu pewnego wpływowego notabla. Rejs przebiegał spokojnie, aż 12 listopada sztormowe chmury zmusiły małą eskadrę do szukania schronienia na brzegu. Dwumasztowa galera z Jakimowskim i blisko czterema setkami innych ludzi – przeszło 150 Turkami i 220 niewolnikami – zakotwiczyła na wyspie Lesbos. Korzystając z chwili wytchnienia, Kassymbek i połowa tureckich pasażerów zeszli na ląd. Szlachcic z Baru nie mógł tego przegapić. Chociaż dwóch zaprzyjaźnionych z nim Polaków, Stefan Satanowski i Jan Stołczyn, odradzało mu gwałtowne kroki, Podolanin postanowił rzucić się na wrogów. „Nie mając inszei broni, ani oręża, wziął trzy kije z tych, co kucharz gotował na ogień; a gdy mu tego bronił kucharz, uderzył go Jakimowski w głowę tak dobrze, że zaraz padł od tego razu i umarł” – opisywał początek buntu polski historyk Bolesław Śląski. Widząc odwagę rodaka, Satanowski i Stołczyn chwycili, co mieli pod ręką, i przyłączyli się do walki.

 

Na tyle okrętu, gdzie znajdował się magazyn broni, Jakimowski starł się z kolejnym przeciwnikiem. Mimo że był już ranny, zdołał ugodzić strażnika rozżarzoną żerdzią i wyrzucić go za burtę. Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie: Polacy rozkuli część towarzyszy i rozdali im oręż, a zanim Kassymbek i i jego żołnierze na brzegu zdążyli zorientować się w sytuacji, oswobodzeni niewolnicy przejęli cały statek. Częśc Turków (w tym brat nadzorcy) zginęła lub wypadła za burtę, inni rzucili broń i zdali się na łaskę powstańców. Nie tracąc czasu, Jakimowski kazał przeciąć cumy, postawić żagle i wiosłować na zachód.

Pozostałe statki Kassymbeka szybko ruszyły w pościg. Po kilkunastu godzinach do buntowników znowu uśmiechnęło się jednak szczęście – nadszedł sztorm. Burza była tak silna, że Turcy musieli zawrócić i skryć się na lądzie. Uciekinierom śmierć wśród fal wydawała się lepsza niż turecki jasyr, więc bez namysłu zmierzyli się z wiatrem. Łódź wytrzymała. Piętnaście dni później galera dotarła na Sycylię, a następnie do Neapolu. Po paru tygodniach odpoczynku w serdecznej gościnie lokalnych władców, Jakimowski i jego ludzie otrzymali zaproszenie do Rzymu. Tam wzięli udział w procesji, podczas której przywódca buntu otrzymał Order Złotej Ostrogi i podarował papieżowi Urbanowi VIII jedwabny turecki sztandar. 8 maja 1628 roku Polacy byli już z Krakowie, gdzie – witani jak bohaterowie – udali się do kościoła św. Stanisława, by złożyć ostatnią z chorągwi ze zdobytej galery.

 

husaria i tatarzy

READ MORE

Czterystu polskich husarzy i pancernych stanęło na drodze liczącej 40 tysięcy ludzi armii Tatarów. We wsi Hodów zbudowali prowizoryczne barykady. Za plecami mieli staw, dzięki temu nie zostali otoczeni. 11 czerwca 1694 r., po trwającym 5-6 godzin ataku, Tatarzy ponieśli dotkliwe straty, przerwali szturm i wycofali się. Zrezygnowali też z dalszego najazdu na Rzeczpospolitą. Można mieć oczywiście wątpliwości co do liczby tatarów, 40 000 Tatarów – eh… 40 000 koni jeżeli już – na każdego Ordyńca przypadało podczas wypraw wojennych tego typu ze 3 konie średnio; dzięki ich zmienianiu orda była bardzo mobilna i trudna do przechwycenia. 40 tys Tatarów? Z państwa liczącego jakieś 250 tys ludzi? Maksymalna możliwa wielkość tatarskiej armii, przy pełnej mobilizacji nie przekraczała 25 tys. Pod Hodowem mogło być 10-15 tys, co nie zmienia faktu że był to sukces przy wielokrotnej przewadze wroga.

Liczba tatarów to spisane opowieści uczestników „bitwy”. Równie dobrze mogli napisać 400 tys. Czas ładowania ówczesnej broni był długi, celność marna i zasięg niewielki. Nawet licząc 400 x 3 lufy to daje tylko 1200 strzałów w pierwszej salwie a później jeden strzał na minutę. Bitwy rozstrzygano jeszcze wiele lat później walką na broń białą – dlatego pancerze miały jeszcze jakieś znaczenie. Ciekawa z punktu widzenia taktyki i historii wojskowości bitwa a właściwie starcie. Zwiazek taktyczny ciężkiej opancerzonej konnicy w walce pieszej, pozycyjnej, „miejskiej’;} ze związkiem taktycznym, o wiele liczniejszym, konnicy lekkiej. Ten pierwszy w obronie, ten drugi w ataku. Żaden z nich nie stworzony do walki pieszej ani pozycyjnej. Wydaje się, ze tym, co rozstrzygnelo to starcie, były pancerze naszych wojsk plus te beczki, stoly, lawy, drzwi i ploty. Strzały Tatarów okazały się w takich warunkach zbyt mało efektywne. Trafiały w cele, ale nie zabijały. Na polu, w czasie walki konnej wystarczy czasem jednokrotny, a już na pewno wielokrotny postrzał konia i husarz ląduje na ziemi. Wielokrotny postrzał drzwi czy beczki, za która ukrywa się husarz, przynosi słaby efekt. Do szturmu na bron białą Tatarzy się zapewne nie palili, ani nie byli przygotowani taktycznie ani mentalnie do takiej walki, no i w opłotkach to mimo przewagi liczebnej byłaby to walka bardziej jeden na jednego i znowu kwestia pancerzy byłaby tu dosyć istotna i na ogół rozstrzygająca taka walkę jeden na jednego na korzyść husarza. Co raczej Tatarzy doskonale wiedzieli, wiec szturmu na broń białą zapewne w ogóle nie było. Tatarzy ostrzeliwali pochowanych za zaimprowizowanymi szańcami husarzy pare godzin, ostrzał dawał mizerne efekty, a spore straty,  wiec odstąpili. Ogólnie brawo dla husarzy, ze zamiast się naparzać z przeważającymi silami wroga w skazanej na klęsce walce na polu, to schronili się za tymi zaimprowizowanymi szańcami. I Tatarom kesim pogonili. W połowie XV wieku rozpadła się Złota Orda i powstał chanat krymski.

W 1475 roku stał się lennem tureckim. Chanowie krymscy prowadzili politykę lawirowania pomiędzy Polską a Rosją. Albo sprzyjali Rzeczypospolitej pustosząc ziemie ruskie albo stawali się sprzymierzeńcami Rosji najeżdżając Polskę. Największe natężenie najazdów tatarskich na Polskę przypadło na lata1474-1534 oraz 1605-1633. Różnie bywało np w bitwie pod Kleckiem(dzisiejsza Białoruś)–w 1506.r świetne zwycięstwo wojsk polsko-litewskich pod wodzą Michała Glińskiego nad Tatarami. Gliński na czele 7000 wojska rozbił tam kosz tatarski, uwalniając 40 000 jasyru i zdobywając 30 000 koni. Miały one charakter rabunkowy. Czasami Tatarzy docierali aż do Wisły, pustosząc po drodze olbrzymie połacie kraju. Zabierali oni kosztowności, bydło, konie, żywność, a ludność brali w jasyr. Tereny pogranicza południowo-wschodniego były wyludnione i zniszczone, nadano im wiec nazwę Dzikich Pól. W roku 1621 po zwycięskiej dla Polaków bitwie pod Chocimiem, w której pokonano wojska turecko-tatarskie, podpisano pokój. Jednym z jego punktów było wzajemne zobowiązanie do powstrzymywanie napadów Tatarów i Kozaków. Jednak spokój na tych terenach nie został wprowadzony. Gdy w 1648 roku wybuchło powstanie Chmielnickiego Tatarzy stali się sojusznikami Kozaków. Pod wodzą Tuchaj-beja wspólnie z Kozakami pokonali wojska Rzeczypospolitej nad Żółtymi Wodami i pod Korsuniem. Pod Piławcami wojsko koronne uciekło na sam dźwięk tatarskiej kapeli towarzyszącej wojskom Bohdana Chmielnickiego. Jednak w bitwie pod Zborowem chan tatarski został przekupiony przez kanclerza Jerzego Ossolińskiego i przeszedł na stronę polską. Ten scenariusz wspierania Kozaków przez chanat krymski a potem zdrady powtarzał się jeszcze kilkakrotnie. Tatarzy wspomagali również wojska tureckie w czasie najazdu w roku 1672. Szacuje się, że w I połowie XVII wieku w skutek najazdów tatarskich Rzeczpospolita Polska utraciła ok. 250 tysięcy ludności.

Potop

READ MORE

Straty demograficzne były ogromne, sięgające nawet czterech milionów obywateli Korony i Litwy. Na Mazowszu ubyło około 40 proc. ludności, w Wielkopolsce i Prusach Królewskich – nawet 60 procent. Straty ludności miejskiej szacowano jeszcze wyżej, gdyż na Mazowszu odpowiednio – 70 proc., a w Wielkopolsce od 60 do 70 procent. Był to wynik bezpośrednich działań wojennych lub przemarszów wojsk, ale też epidemii i pomorów, do których musiało dojść tam, gdzie przez długi czas stacjonowały żołnierskie masy. Warszawa, licząca w 1655 r. 18 tys. mieszkańców, po potopie miała 6 tysięcy. Stolica, poddana blisko dwuletniej okupacji, z trudem podnosiła się z kolan. „Kupa gruzów i zwalisk, stosy trupów, mnóstwo kalek i chorych, dochodów żadnych, długi niezliczone, świątynie i pałace popalone lub zrujnowane, wszystkie domy drewniane w popiele, obrony żadnej, mieszkańców i to konających zaledwo 1/10 część, głód, cierpienia, jęki, choroby” – to perspektywa XIX-wieczna, którą znajdujemy w książce pod pańską redakcją. Zapominacie o Zamościu, o twierdzy Zamość, która nie poddała się szwedom chociaż król Karol X Gustaw czynił różne fortele, aby zająć i złupić Zamość. Z opisu historycznego dowiadujemy się, że na ówczesne czasy twierdza była dobrze ufortyfikowana i zaopatrzona, a rezydował w niej ordynat zamojski Jan II Zamojski zwany Sobiepanem. Zatrzymał całą potęgę Chmielnickiego hetmana kozackiego i Tuhaj Beja heretyka.


Karol X Gustaw chciał twierdzę zdobyć z marszu, ale to mu się nie udało, więc wysyłał poselstwa swoje do poddania twierdzy i posłuszeństwa. Ordynat Jan II Zamojski Sobiepan odpowiedział, że ślubował jednemu królowi, Dostojnemu Jaśnie Oświeconemu Janowi Kazimierzowi, a godności szwedzkich przyjmować nie będzie. Król szwedzki imał się rożnych forteli, między innymi, że zje z nim pożegnalne śniadanie w murach fortecy. Ordynat Jan II Zamojski odgadł podstęp króla i oznajmił, że on z wojskiem i dworem będzie ucztował w twierdzy, a Szwedzi u siebie przed murami twierdzy. Ordynat nakazał ustawić suto zastawione stoły poza murami z mięsiwem i trunkami i zakazał ustawiać ław, krzeseł, zydli taboretów, na których można by spocząć do posiłku. Od czasu oblężenia Zamościa do czasów obecnych jedzenie na stojąco nazywa się STOŁEM SZWEDZKIM. Szwedzi do tego się nie przyznają, gdyż uwłacza im i ich królowi godności. Wszelka nienawiśc polsko – rosyjską rozpoczęła Polska. To w XVI w. hetman Tarnowski kazał wymordowac jeńców rosyjskich.

Potem Polska wtargnęła na treny rosyjskie i w bitwie pod Kłuszynem (4.VII. 1610 r.) Polacy pokonali armię rosyjską, po czym zajęli stolicę Rosji. Tam Polacy mordowali, grabili i gwałcili. 4 XI 1612 r. Polacy zostali głodem wzięci i musieli ujśc z Moskwy. Ludnośc Moskwy dowiedziała się o terminie wyjścia Polaków z Kremla i wymordowali 3 tys. Polaków (ocalało 200). Potem Polska dzięki beznadziejnej polityce katolickich Wazów (Zygmunt III Waza to najgorszy król w historii Polski) zostaliśmy skłóceni z Rosjanami, Kozakami, Szwedami, Niemcami. W XVII w. Polska słbła – Rosja rosła w siłę dzięki carom Romanowym (rusycyzm). Wiek XVIII to wiek potęgi Rosji i słabości Polski. Rosja przekupuje dostojników kościelnych (biskupi Kossakowski, Massalski, prymas Poniatowski)a ci służą temu kto im płaci. Niemiec (Fryderyk II król Prus) poddaje hasło rozbioru Polski. Zgadza sie na to niemieckojęzyczna Maria Teresa z Wiednia, ochoczo przystępuje do rozbioru Polski księżniczka szczecińska Anna Zofia Anhalt Zerbst pełniąca chwilowo rolę (zmarła 26 XI 1796 r.) carycy Rosji Katarzyny II. W odwecie za gwałty, grabieże i morderstwa w Moskwie Suworow urządza rzeź Pragi i morduje około 30 tys. Polaków, ponadto Suworow w 600 koni kontroluje słabiutką wówczas Polskę. Po rozbiorach jest nadzieja w Napoleonie, są powstania, kibitki, wywóz na Sybir, konfiskata majątków. Przychodzi XX w. Powstaje Polska i od razu atakuje Rosję Radziecką (1919), Litwę (1920, Żeligowski) i Czechosłowację (1938 – Zaolzie). Po bitwie warszawskiej Polacy biora do niewoli kilkadziesiąt tysięcy jeńców i swoimi celowymi działaniami doprowadzają do śmierci większości z nich – dlatego potem Stalin robi Polsce Katyń. „Polscy” politycy kompletnie nie znają historii, a matołom – historia niepotrzebna. Dzięki takiej historii nienawiśc między nieuświadomionymi narodami kwitnie.

Czarnecki

READ MORE

Władcy Szwecji i Polski pochodzili z jednej dynastii. Wystarczyło się dogadać, a nie siadać okrakiem na dwóch koniach, a powstałby najpotężniejszy sojusz w ówczesnej Europie. Polacy woleli jednak wojować. Formalnie Szwedzi przegrali wojnę, ale w praktyce? Wojna w ogóle nie toczyła się w Szwecji, a przez kilka lat Szwedzi w nieskrępowany sposób wywozili co tylko mogli i burzyli wszystko co mogło posłużyć w ramach oporu przeciwko nim. Szacuje się, że zniszczenia dokonane przez nich w Polsce można porównać do zniszczeń poniesionych w trakcie II wojny światowej. Polacy jednak rajcują się tym zwycięstwem, zamiast napiętnować w podręcznikach historii politykę króla polskiego, któremu marzyła się szwedzka korona i wysuwał absurdalne żądania (np. oddanie Finlandii w lenno Polsce). Dla Szwedów ze względów dynastycznych Polska mogła być naturalnym sojusznikiem – na własną jednak prośbę (żądanie wręcz!) stała się celem ataku. Narzekacie na Czarneckiego, a przecież w podobny sposób zachowywały się wówczas wszystkie armie. Nawet dzisiaj „wojenne” grabieże i gwałty nie są czymś szczególnym lub niespodziewanym (Ukraina, Syria). Odczepcie się więc od Czarnieckiego. Ten człowiek potrafił walczyć i zwyciężać -i to właśnie zostało w hymnie opisane.

Bitwa pod Orszą

READ MORE

Bitwa pod Orszą rozegrała się 8 września 1514 pod Orszą, w czasie wojny litewsko-moskiewskiej 1512-1522 pomiędzy wojskami litewsko-polskimi (ok. 30 tys. wojska) pod dowództwem hetmana wielkiego litewskiego ks. Konstantego Ostrogskiego, a wojskami moskiewskimi (według różnych źródeł liczącymi od 35 do 80 tys. wojska) pod dowództwem Iwana Czeladnina

W epoce jagiellońskiej Orsza,  stanowiła silny punkt oporu w tzw. Bramie Smoleńskiej, broniącej wschodnich granic Rzeczypospolitej. Na początku XVI w. nasilał się konflikt pomiędzy Rzeczpospolitą a Moskwą. W 1512 r. rozpoczęła się trwająca 10 lat wojna. Jesienią tego roku wojska Iwana Czeladnina oraz Iwana Repnina-Oboleńskiego zaatakowały warownie w Mińsku i Połocku, Witebsk oraz Smoleńsk. W 1513 r. oddziały Księstwa Moskiewskiego dwukrotnie, lecz bez powodzenia przeprowadziły oblężenie Smoleńska, mającego istotne znaczenie strategiczne. Rok później, w lutym 1514 r. Wasyl III zawarł w Moskwie sojusz z cesarzem Maksymilianem I Habsburgiem oraz wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego Albrechtem Hohenzollernem. Celem układu było zdobycie i podział terytoriów obejmujących północno-wschodnią część Rzeczypospolitej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Po trwającym ponad trzy miesiące oblężeniu upadła twierdza w Smoleńsku, a niedługo później poddały się Mścisław i Dubrowna. Ich utrata stanowiła zagrożenie dla wschodnich rubieży Rzeczypospolitej pod panowaniem Zygmunta I Starego. Na początku września 1514 r. hetman wielki litewski Konstanty Ostrogski zmobilizował ok. 25 tys. żołnierzy, wspartych przez kilkanaście tysięcy jeźdźców wojewody kijowskiego Jerzego Herkulesa Radziwiłła oraz 5 tys. jazdy polskiej starosty trembowelskiego Janusza Świerczowskiego, a także piechotę zaciężną i artylerię. Na czele oddziałów moskiewskich stał Iwan Czeladnin. Ich liczebność szacuje się na 80 tys. Bitwa 7 września 1514 r. rozpoczęła się koncentracja polskich i litewskich oddziałów nad Dnieprem w okolicach Orszy. Ostrogski wykorzystał dobrą znajomość terenu, gdzie już sześć lat wcześniej stoczył zwycięską bitwę. Mosty na Dnieprze były obsadzone przez oddziały moskiewskie. Jazda przeprawiła się więc przez bród. Dla pozostałych oddziałów zbudowano improwizowany most saperski z drewnianych beczek. Oddziały przeszły na wschodni brzeg pod osłoną nocy, by 8 września 1514 r. ok. 9 rano zająć pozycje kilka kilometrów na wschód od Orszy. Czeladnin zamierzał wykonać manewr oskrzydlający oddziały polsko-litewskie z obu flank, a następnie przeprowadzić drugi atak, „spychając” je ku Dnieprowi. Około południa na prawe skrzydło uderzył pułk księcia Bułhakowa-Golicy, na lewe – oddziały kniazia Oboleńskiego, który starł się z litewską jazdą. Wobec przewagi liczebnej przeciwnika hetman Ostrogski zastosował fortel – pozorowany odwrót w kierunku brodu pod osadą Paszyno. Umiejętnie wykorzystał ukształtowanie terenu nad brzegiem Dniepru, znane mu od czasu walk sprzed kilku. W efekcie siły moskiewskie dostały się pod ogień artylerii, ulegając ostatecznie po kontrataku piechoty. Zginęli dowódcy pułków Iwan Temko Rostowski oraz Andriej Oboleński. Lewe skrzydło wojsk moskiewskich zostało rozbite. Pozostałe siły poniosły duże straty w trakcie ataku jazdy Świerczowskiego i Radziwiłła. Pod Orszą istotną rolę odegrała polska artyleria i husaria, skutecznie współdziałająca z oddziałami pieszymi. Ostatnia faza walki zakończyła się pościgiem za wycofującymi się oddziałami Czeladnina. Ok. 6 wieczorem bitwa zakończyła się zwycięstwem sił polsko-litewskich. Straciły one ok. 1-2 tys. rycerzy i jeźdźców. Straty przeciwnika szacuje się na kilkanaście tysięcy zabitych, w tym kilku dowódców. Do niewoli dostał się m.in. książęta Iwan Czeladnin i Bułhakow-Golica oraz wielu jeńców. Zdobyto obóz przeciwnika, a także znaczną ilość uzbrojenia. Następstwa bitwy Polskim oddziałom nie udało się zdobyć warowni w Smoleńsku. Odbito jednak Dubrowno i Mścisław. Tuż po bitwie król Zygmunt I Stary wysłał do papieża i kilku władców list z opisem bitwy. Zabieg ten podniósł prestiż i rangę Rzeczypospolitej w Europie. Zwycięstwo z września 1514 r. skutecznie zablokowało działania skierowanego przeciw Rzeczypospolitej sojuszu Moskwy z Maksymilianem Habsburgiem oraz Albrechtem Hohenzollernem, późniejszym lennikiem Zygmunta I.

 

pancerna pięść

READ MORE

23 czerwca 1576 roku powołano do życia chorągiew husarską Marcina Kazanowskiego, która w ciągu pięciu kolejnych lat wsławiła się kilkoma wybitnymi osiągnięciami. Ich szczytowym osiągnięciem była bitwa stoczona 27 czerwca 1581 roku na przedpolach Mohylewa. Wówczas niespełna 200 husarzy tej chorągwi, przez 7 godzin broniło miasta przed 30-tysięcznym wojskiem rosyjskim. Po kilku godzinach Polakom na pomoc przybyło około 300 kawalerzystów lekkiej jazdy. I wówczas, rzecz trudna do wyobrażenia, udało się przepędzić wroga spod miasta! Spośród 200 husarzy Kazanowskiego, pod Mohylewem nie zginął nikt. Rosjanie są zazwyczaj beznadziejnie dowodzeni. Po wtóre każdego historyka uczą, żeby w takich razach brać poprawkę na „podkoloryzowanie” rzeczywistości przez kronikarza. Po zbadaniu faktów okazuje się często, że armia wroga była 10-krotnie mniej liczna niż pisał pamiętnikarz. Na polu bitwy zresztą trudno ocenić, czy ludzi było 5 tys. czy 30 tys. – dla ludzi z tamtego okresu, gdy wielkie metropolie miały po 30 tys. mieszkańców kupa ludzi powyżej 5 tys. to zawsze był ciżba nieprzemożona. Ponadto należy pamiętać, że w armii pieszej zazwyczaj połowa liczebności to były rożnego rodzaju ciury i czeladź obozowa. Czyli realnie patrząc było tam pewnie 5 tys. ruskiego żołnierza (albo połowa tego) i drugie tyle czeladzi. Jeśli z tego żołnierza całość to była piechota, to z husarią nie mieli specjalnych szans, mogli tylko stać i patrzeć jak jazda ich szarpie. Na polu bitwy, „doświadczone oko”, jest w stanie policzyć wojsko z dokładnością +/- 10%. Wprawny dowódca, zanim przystąpi do bitwy, ma już olbrzymią wiedzę o przeciwniku. Od tego były podjazdy, zwiadowcy, pocztowi i oczywiście sztab dowodzenia. Ciury obozowe nigdy nie były brane za wojsko. Każdy historyk, nie powinien czerpać wiedzy tylko z zapisków kronikarzy.

Obfitym źródłem informacji są wszelkiego rodzaju rachunki i rozliczenia finansowe. Sumy przeznaczane na żołd musiały być gdzieś odnotowane. M.in. tak się ustala stan osobowy jednostek wojskowych. Poczytajcie sobie o bitwie pod Kłuszynem a.D. 1610. Tam husaria walczyła nie tylko z „ruskim żołnierzem”. I bitwa ta nie polegała na jednorazowym ataku i przełamaniu wroga. Husaria to było wojsko kompletne. W tamtych czasach nie było lepszego. Twierdzenie, że husaria przyczyniła się do zbudowania potęgi Królestwa Polskiego i W. Ks. Litwy jest prawdą!  Chorągiew husarska uderzała zazwyczaj w formacji pancernego klina – kopii, która była składana w pełnym biegu ciężkich rycerskich koni. Doskonałe wyszkolenie ( pół roku w polu ćwiczeń dawało o sobie znać) pozwalało zestawiać taki klin tuż przed uderzeniem. Od podstaw wyjściowych do wrogiej pozycji szli w szyku luźnym, rozpędzając konie, co zmniejszało skutki ostrzału artyleryjskiego. A konie miały kropieże, zredukowane, ale jednak. I to między innymi pozwalało tej jeździe przechodzić szturmem przez wrogie szeregi.

Lisowczycy

READ MORE

Legenda wyrosła na okrucieństwie. Palili i okradali nawet wsie i miasta należące do Rzeczpospolitej, nie oszczędzając przy tym kościołów i klasztorów. Nie to jednak wyróżniało lisowczyków na tle ówczesnej Europy, przyzwyczajonej do takich praktyk. Dzięki świetnej organizacji i wyszkoleniu, obok Tatarów, byli najszybszą jednostką wojskową na starym kontynencie. W ciągu jednego dnia potrafili pokonać 160 km, czterokrotnie więcej niż najszybsze wojska tej epoki. Hitler doszedł na 50 km od Moskwy. Napoleon do Moskwy. A Lisowski nawet ponad 1000 km za Moskwę. To postać historyczna najbardziej znienawidzona przez Rosjan, ale jak o nim piszą, to piszą zawsze Pan Lisowski. Nienawidzą Go, ale jednocześnie dziwnie szanują , bo nikt inny nie zadał im tyle klęsk co Lisowski. Na polu bitwy lisowczycy potrafili walczyć tak w szyku zwartym, jak i w rozsypce. To ostatnie stosowane było w celu minimalizowania strat od ognia broni palnej. Podobnie jak Tatarzy, tak i oni z upodobaniem stosowali manewr pozorowanej ucieczki w celu rozproszenia zwartych szyków wroga i zdezorganizowania współdziałania między różnymi rodzajami broni. Gdy nieprzyjaciel rzucał się w pogoń, lisowczycy wykonywali niespodziewany nawrót i uderzali na goniących. Przykładem mogą być działania lisowczyków w drugim dniu bitwy pod Gniewem, czyli 29 września 1626 roku, kiedy to pozorowaną ucieczką naprowadzili kawalerię szwedzką na własną zasadzkę ogniową. W tym celu wysłana uprzednio część lisowczyków zsiadła z koni i ukryła się w rowie. Po ich salwie nastąpił skuteczny kontratak polskiej jazdy. Warto też zaznaczyć, że choć lisowczycy byli kawalerią, to jednak mogli być spieszeni i walczyć jak piechota.

Twoja reklama w tym miejscu!